Kilka miesięcy temu, po odejściu Teksasu prawie całkowity zakaz aborcji, zapytałem moją społeczność internetową: „Życie jest dzikie. Jak się naprawdę czujesz? Jak twoje serce?
Na moją stronę napłynęła powódź odpowiedzi na temat niepokoju, strachu, odrętwienia i złości. Odpowiedzi takie jak:
"Bardzo bardzo źle"
„smutny dla moich kolegów w Teksasie dotkniętych zakazem”
"sfrustrowany"
"Emocjonalnie zniszczony! Nie mogę się skupić na wszystkich problemach na świecie. jestem zły i smutny"
"Nerwowy!"
„Uczucie przytłoczenia i rozpaczy z powodu katastrof, które dzieją się wszędzie”
„Wyczerpany”
„Czuję, że muszę płakać przez 24 godziny bez przerwy”
„Próbuję zachować rozbrzmiewające poczucie wiary pośród chaosu”
Świadomość, że nie jestem osamotniona w żadnym z tych uczuć, jest rodzajem słodko-gorzkiego pocieszenia, uściskiem dłoni. Gdy zbliża się rok 2022, wielu z nas ma nadzieję, że „bardzo złe” dni już za nami. A jednak, aby wiedzieć, że tak wielu z nas podąża podobnie spiralą bez wyjścia i bez ulgi? Zastanawiam się, czy i kiedy nasza zbiorowa emocjonalna tama w końcu pęknie. Bo przecież musi.
Jedna z moich ulubionych pisarek, Hannah Giorgis, podsumowała miniony rok — normalizację nieustannej katastrofy — tym tweetem:
„Nie mogę uwierzyć, że wszyscy mamy po prostu iść dalej”.
To zdanie było moim zdaniem hasłem roku 2021, doskonale oddających naszą zbiorową niewiarę, łagodzoną znużoną odpornością, gdy obserwowaliśmy chaos tamtych czasów. W ubiegłym roku byliśmy świadkami (między innymi okropnościami) wszechobecnej czarnej śmierci z rąk policji i strażników, antyazjatyckiej przemocy, lawiny ustawodawstwa antytrans, niszczycielskie trzęsienie ziemi na Haiti, huragan 4 kategorii w Nowym Orleanie, wielkie powodzie i tornada w Nowym Jorku, pożary, masowe strzelaniny, powrót talibów w Afganistanie, więcej Przemoc w Izraelu i Strefie Gazy, dzwon pogrzebowy prawa do aborcji w Ameryce i miliony istnień ludzkich straconych w pozornie niekończącej się pandemii, teraz nabierającej tempa wraz z szybkim rozprzestrzenianiem się najnowszego COVID wariant, Omikron.
W takich czasach staram się przypominać sobie, że zawsze było tak źle. Świat zawsze był chaotyczny, a w szczególności ludzki chaos jest nieubłagany jak wodospad. Zmiana klimatu zawsze była groźnym zagrożeniem. Prawa do aborcji zawsze były przedmiotem ciągłych ataków. A pandemia, o ile staraliśmy się przekonać samych siebie, że jest inaczej, nie zniknie w najbliższym czasie w prawdziwym sensie. To, czego teraz doświadczamy, nie jest nowym chaosem, ani nawet szczególnie wyjątkowym chaosem. Doświadczamy starego chaosu, chaosu, do którego znoszenia zostaliśmy uwarunkowani i zachęcani, z pokolenia na pokolenie.
Trwanie wygląda na wiele rzeczy. Jeśli masz szczęście i chaos (pozornie) nie spotyka cię bezpośrednio na wyciągnięcie ręki, wytrwanie może nawet przypominać poczucie normalności. Nosimy ozdobne maski na twarz i robimy sobie selfie wzmacniające. Przekazujemy nasze małe darowizny i dzielimy się naszymi linkami do wzajemnej pomocy, naszymi kolorowymi infografikami wyjaśniającymi „TUTAJ CO SIĘ DZIEJE W AFGANISTAN” lub „JAK POMÓC LUDZIOM DOTYCZĄCYM IDA” lub „JAK OTRZYMAĆ BEZPŁATNY TEST PCR”.
Tweetujemy i piszemy o całym chaosie z naszymi przyjaciółmi. Dręczymy się naszymi osobistymi kryzysami, o których nie rozmawiamy. Staramy się znaleźć lekkość, gdzie i kiedy możemy, w memy, w TikToks, w reality TV. Zabieramy się do pracy nad Zoomem i udajemy, że pilna sprawa dotyczy przyziemnych rzeczy, takich jak e-maile i terminy. W nocy zasypiamy, jeśli możemy spać, w symulakrum normalności. Następnego dnia świat wciąż jest w rozsypce. Idziemy dalej.
„Idziemy dalej” sugeruje ruch, rozpęd. Ale co to znaczy iść dalej w świecie zamrożonym w stanie nieładu?
W sierpniu, po późnym powrocie do domu po ciężkim fizycznie i psychicznie dniu (tego samego dnia, w którym Abbey Gate została zbombardowana na lotnisku w Kabulu), Przeszedłem przez frontowe drzwi mojego mieszkania, zrzuciłem wszystkie moje torby na stos na podłodze, rozebrałem się do naga i wszedłem prosto pod prysznic. Stałem pod wodą w ciszy, z zamkniętymi oczami i pozwoliłem gorącej wodzie spływać po mojej skórze. Modliłam się, żeby zmyła dzień, tydzień, miesiąc. Stałem tam, aż opuszki moich palców stały się śliwkami. Wdrapałam się do łóżka, wciąż naga i mokra, i poprosiłam mojego chłopaka, żeby mnie przytulił.
Potem płakałem. Twardy.
miałem nie Pomysł, dlaczego płakałem o drugiej nad ranem. Nie mogłem zlokalizować faktycznego spustu. Nie chodziło o to, że czułem się niepewny swojej kariery ani że martwiłem się o niepewność mojej finansów i rosnących rachunków lub że czułem się samotny lub że byłem całkowicie wyczerpany – chociaż wszystkie te rzeczy były bardzo prezent dla mnie. Wiedziałem, że płaczę nie tylko z mojego powodu. To były łzy dla wszystkich i dla wszystkiego, i zbyt długo tkwiły za ceglaną ścianą o tak zwanej odporności.
Odporność to oszustwo. Jako czarnoskórej kobiety, dla której siła często wydawała się pułapką — sposobem na utrwalenie tego, że miękkość nie ma miejsca w moim świecie — oszustwo związane z odpornością stało się oczywiste. Odporność wymaga od nas kontynuacji bez obliczania emocjonalnego lub fizycznego kosztu. Odporność wymaga elastyczności ducha i zdolności do odczuwania bólu, który szczególnie w takich czasach graniczy z siłami nadprzyrodzonymi. A my jesteśmy przecież tylko ludźmi.
Jako pisarka Zandashé L'orelia Brown tweetował w maju:
„Marzę o tym, żeby już nigdy w życiu nie zostać nazwanym odpornym. Jestem wyczerpana siłą. Chcę wsparcia. Chcę miękkości. Chcę spokoju. Chcę być wśród rodziny. Nie klepie się po plecach za to, jak dobrze znoszę cios. Albo ile”.
„Idziemy dalej” sugeruje ruch, rozpęd. Ale co to znaczy iść dalej w świecie zamrożonym w stanie nieładu? Co to znaczy iść dalej, kiedy to robić, oznaczać oddzielanie naszego zmęczenia, zaprzeczanie naszej miękkości?
Zawsze byłam miękką osobą. Mam tendencję do kruszenia się pod wpływem stresu. Kiedyś to była rzecz we mnie, której naprawdę nie lubiłem, a którą chciałem zmienić. Teraz zdaję sobie sprawę, że powodem, dla którego nie lubiłem być miękki, było to, że ciągle z tym walczyłem, ciągle chętny siebie, abym była silniejsza, odważniejsza i jak najbardziej odrętwiała, ponieważ to było dla mnie wzorowane jako klucz do przetrwanie. Teraz wiem, że miękkość może być rodzajem prezentu, jeśli na to pozwolisz.
POWIĄZANE: 21 momentów, o których zapomniałeś, wydarzyło się w 2021 r.
Przyjęcie miękkości pomaga nam rozpoznać, a następnie szanować, kiedy czujemy się przytłoczeni. Miękkość, zamiast po prostu przezwyciężać zmęczenie, niwelować zmęczenie toksyczną pozytywnością i samozadowoleniem, tworzy przestrzeń, którą potrzebujemy do przetworzenia. Miękkość pozwala nam płakać, gdy potrzebujemy płakać, odpoczywać, gdy potrzebujemy odpocząć, łamać się, gdy potrzebujemy się złamać. W miękkości możemy uzyskać dostęp do innego rodzaju odporności, prawdziwej odporności opartej na empatii i połączeniu, a nie izolacji i obojętności.
Kiedy uczymy się ignorować chwile, w których czujemy się zagubieni, przytłoczeni, źli, smutni lub przestraszeni, uczymy się ignorować również ból innych ludzi. Skutkuje to stopniową akceptacją tego, co nie do przyjęcia. Sami nie potrafimy „nadążać”. Musimy iść razem.
Jeśli cierpisz, będąc świadkiem tych czasów, bezpośrednio lub pośrednio dotkniętych, wiedz, że masz prawo zranić. Wiedz, że zasługujesz na to, by dać sobie przestrzeń do przetworzenia, odpoczynku. Wiedz, że możesz oprzeć się stanowi świata, opierając się chęci bagatelizowania lub odrzucania własnych chaotycznych i złożonych emocji. Wiedz, że uzdrowienie nie jest liniowe, a tworzenie świata wymaga intencji i troski. Wiedz, że przetrwanie wymaga zarówno miękkości, jak i hartu ducha.
POWIĄZANE: Jak to jest mieć zespół oszusta związany z chorobą psychiczną
Stworzenie takiego świata wymaga zaangażowania. Stworzenie chaosu wymaga intencji, poświęcenia i dyscypliny. Zabiera ludzi po przebudzeniu i dosłownie wybierając przemoc. To przerażająca myśl, wiedzieć, że są ludzie, którzy są zadowoleni z robienia tak gównianej wersji świat i patrzenie, jak płonie tak długo, jak oni i tylko oni mają dostęp do kapitału, władzy i przywilejów umierającego planeta.
Oto kolejna myśl, rodzaj odpowiedzi dla społeczeństwa, które chce, abyśmy „ciągnęli” donikąd: Świat można stworzyć, tak. Ale jeśli świat może być stworzony, to może być również unicestwiony. I to, jak sądzę, jest ostateczną rozdzielczością 2022 dla nas wszystkich: aby na nowo wyobrazić sobie, jak wygląda przetrwanie. Możesz przeżyć gówniany rok, tak. Możesz iść dalej, tak. Ale jak by to wyglądało, gdyby przetrwanie było czymś więcej niż tylko trwaniem, czymś więcej niż przetrwaniem dnia, tygodnia, miesiąca, roku? Jak wyglądałby świat, gdybyśmy wszyscy, więcej z nas, skierowali naszą rozpacz, zmęczenie, wściekłość w miłość w działaniu? A jeśli odmówimy kontynuowania pracy tylko ze względu na to? Co jeśli zwolnimy lub całkowicie się zatrzymamy? Co jeśli w ciszy i bezruchu wyjaśnimy sobie, dokąd właściwie chcemy iść?
Zeba Blay jest autorką kultury i autorką Beztroska czarna dziewczyna. Wersja tego eseju po raz pierwszy pojawiła się u niej biuletyn Informacyjny pod tytułem „jak iść dalej”.